¦ W I A T w e d ³ u g G R A C Z A - 'CLUB COLOMBIA 10'

zdaje sie ze lenistwo html-owe zapanowalo z tej strony Atlantyku... i jest to prawda, bo moge mowic ze malo czasu, ze nauka; wczesniej praca na parafii. prawda jednak jest taka, ze jak czlek sobie dobrze zaplanuje to i nawet jak szturmu ni ma (mysle tu o cudzie ktory czasem sie spotyka w gniazdku) to sie popisac troche da i przyozdobic odpowiednio tez, zmieniajac wypociny w miare zjadliwie wygladajaca strone internetowa...
a wogole to zwazywszy na fakt iz wynioslem sie na dobre z selvy, przydaloby sie cos wiecej skomentowac czas ktory tam spedzilem. tak wiec zabieram sie do przegladania zdjec ktore by obrazowaly wydarzenia godne zapamietania i oczywiscie nie omieszkam sie dopisac komentarzy... (a moze i na odwrot - komentarze a do nich dopasuje zdjecia)

tak, to zdecydowanie najwazniejsza osoba w Murindo, na dobrych kilka dni potrafi przewrocic cala wies do gory nogami i w dodatku wszscy sie z tego ciesza;
sw. Bartlomiej, bo o nim mowa, jest patronem wsi, a tu swieto patronalne jest tym na co wszyscy caly rok czekaja; wiecej niz miesiac przed obchodami praktycznie wszstko wrze przygotowaniami - zapraszanie gosci, organizowanie rozgrywek pilkarskich, wybory miss, vaca loca ;-), kogut, parady przebierancow, lodzi...
wszystko to oczywiscie polaczone z nowenna do sw. patrona ktora jest najwazniejszym punktem kazdego dnia, przygotowaniem chrztow, bierzmowania itp;
no a pozniej zasluzony odpoczynku po fiestowaniu - i oczekiwanie na przyszly rok ;-)

dlugi czas przygotowania intelektualnego i duchowego, pozwolil wraz z obchodami uroczystosci patronalnych - sw. Bartlomieja - na przyjecie przez niemala grupe mlodziezy skaramentu bierzmowania;
Sakramentu udzieli i o laske Ducha Swietego dla nich prosil biskup miejscowej diecezji Fidel Leon

jak to mowia kazdy ma swoj sposob swietowania...
jednym ze zwyczajow jest - jak by to mozna nazwac - rytual koguta; nie chcialbym zeby tu ktos sobie skojarzyl to z woo-doo - zapewniam ze nie ma z tym nic wspolnego, choc i takie podejrzenia mialem poczatkowo...
a wiec, wybieraja dorodnego kura, zbiera sie kupa () ludzi, zaczynaja tanczyc przy rytmach chirimii (czyt. - czirimia), przechodza ulicami (znaczy sie kladkami) calej wioski; zbieraja sie na placyku, zakopuja zwierzatko do samej szyi no i chetni dostaja do reki machete (to taki wielki noz)....
jest ustalony porzadek dzialan i kolejka chetnych do sciecia lba dluga...
jednak sprawa nie taka prosta, bo kazdy ma tylko trzy zamachy macheta no i co najwazniejsze moze to robic tylko i wylacznie z zawiazanymi oczami...
tak wiec nie jest zbyt latwo zdobyc material na sancocho (tradycyjna zupa)...

odchodzac od tematu swietowania, ale jeszcze nie uciekajac do pracy, mozna by zaptyac co sie rabi w takim dziwnym miejscu w czasie wolnym?
hm... ja bym powiedzial ze nie ma czegos takiego jak czas wolny, bo zawsze jest co robic... ale, czasami wszystkie okolicznosci przyrody mowia ci - zostaw te robote, teraz jest czas na czas wolny ;-)
wiec: szachy, parquez (gra planszowa), domino, siatkowka, strzyzenie trawnika ;-) (za pomoca takiego wielkiego noza...)
czasami to sie czlowiek wybierze w jakies w miare bezpieczne miejsce by poplywac; (w samym atrato sie nie da - kajmany i inne szkaradztwa, a do tego okropnie brudna woda - choc miejscowi brudu sie nie boja...)
na zdjeciu... tak jakos mi sie zajrzalo biskupowi pod reke w czasie gry w domino...