¦ W I A T   w e d ³ u g   G R A C Z A  -  'CLUB COLOMBIA 8'


powrót
nad Atrato....

Juz gdzies tam na stronie wzmiankowej, czyli pierwszej, pojawilo sie, iz znowu zawedrowalem do Chocó, choc tym razem nie jest to Vigía del Fuerte, tylko Murindó - druga czesc naszej parafii, a moze i pierwsza, zalezy od ktorej strony by na to spojrzec...
w kazdym razie splywajac rzeka Atrato, jest to nizej o kilka godzin niz Vigía del Fuerte.
Jak juz wspomnialem organizujemy sie tu powoli, zaczelismy od przeszlo tygodniowego braku pradu, ale juz sie zjawil i teraz jest naszym gosciem codziennie wieczorem od 18:30 do 22:30, no chyba ze obslugiwacz sie 'zagubi', no to wtedy i dluzej jest radosc...
organizujemy sie tu raczej bardzo powoli, bo przewaznie ktorys z nas jest nieobecny, bo to parafia rozlegla (przeszlo 20 wiosek - tak prawde mowiac to sami nie mozemy sie dobrze doliczyc, bo to woda, gory i las wiec sie czasem moze tam jaka wspolnota zagubic... - np. Samy byl w tym tygodniu kilka dni we wspolnocie w ktorej nie bylo ksiedza chyba z 10 lat - przynajmniej oni tak twierdzili... niby niedaleko bo jakies 2 godziny lodka i 8 pieszo po gorkach... ale jednak sie zapodziali...)
no wiec jak do tej pory przwaznie dzialamy w pojedynke i ten ktory zostaje obsluguje miejscowa kaplice.
    no nie ma to tamto, mi wyjazd juz tez sie zdarzyl, troche jakby bylem wystraszony, no bo musze sie przyznajc, ze najwiekszym problemem dla mnie nie jest tu klimat, tylko jezyk... czuje sie jak bym sie cofnal jakies 5 miesiecy, bo to co ludzie tu robia z hiszpanskim to .... bez komentarza, i do tego mowia strasznie szybko, jedno co mnie pociesza ze chociaz indianie sie nie spiesza z gadaniem i nie mam problemu z ich zrozumieniem (oczywiscie jesli uzywaja hiszpanskiego); ale czarnych to jakos nie moge, no ci ktorzy wiedza ze trzeba wolniej i jak sobie o tym przypomna, to nie ma problemu... ale generalnie to tragedia... ale co tam... minie troche czasu i sie oslucham...
ale wracajac do wyjazdu, przygotowalem wszystko jak sie nalezy i poszlo calkiem niezle - ale o tym w nastepnym odcinku...

kaplica w Murindó

kaplica - kiedys trzeba bylo do niej wchodzic po schodach, a teraz jest nizej niz 'ulice'...



a to tez nasi sasiedzi - cmentarz....

licznych mamy sasiadow
od strony lasu...
ale bardzo cisi,
niech spoczywaja
w pokoju wiecznym...
Arockia Samy Arulandu




czlowiek z ktorym mieszkam:
Arockia Samy Arulandu - Hindus,
pracuje w Colombi 7 lat.







mieszkanko




moje przytulne pomieszczenie
juz nawet szczury
udalo mi sie przegonic...





chatka od strony 'drogi'



nasz dom
od strony 'drogi'....





od strony rzeki...




rzut oka
od strony rzeki...





scierwojady z sasiedzwa...



nasze przeurocze
sasiedztwo,
w postaci rzezni
i 'klienci'...




wkrety....



no i jak wiadomo
wszem i wobec... pelno
'wkretow' w okolicy...

copyright © gratrzu 2005-08-02;